Świetnie wiem,że nie potrzebuję do życia nikogo. Doskonale rozumiem,że miłość jest bezwarunkowa i wszechobecna. Że nie może się anni zacząć ani skończyć.
Ona zwyczajnie JEST.
Teraz i zawsze i na wieki wieków Amen.
Zdaję sobie sprawę,że wymagać od kogoś to wymagać od siebie. Że żadna negatywna emocja nie jest skierowana w żadnym innym kierunku niż moim. Że w rzeczywistości tęsknie za utraconą cząstką siebie.
Wiem,że łzy które teraz płyną są szczere ale i niepoważne..
I chciałabym móc dokonać innego wyboru, ale coś co nazywam rozsądkiem z czymś co określamy gniewem dyktują mi właśnie taką drogę.
I każdy wybór którego dokonuję jest właśnie najlepszym dla mnie.
Więc jeśli przyjdzie mi iść przez życie bez tej cząstki siebie jaką jesteś,poradzę sobie.
Bo widzisz,każda wada ma zalety, a jednak staramy się jej pozbyć.
Tak jak i ja próbuję pozbyć się bólu na cześć bólu.
Za całe to jedzenie ze świąt można by wykarmić tysiące głodnych.
Dlaczego ludzie świętują Boże Narodzenie zapominając o umiarkowaniu w jedzeniu i piciu? Naprawdę myślicie,że Bóg jest zadowolony z Waszego obżarstwa, próżności i marnotrawienia zasobów?
Podczas gdy Ja (chociaż utożsamiająca się z ateistyczną częścią społeczeństwa) wmuszam w siebie kolejnego gołąbka, być może gdzieś obok jest ktoś kogo uratowałoby jego pół.
Zaczynam brzydzić się świętami. Ludzie (łącznie ze mną) jak głupie owce podążają za społeczeństwem,naśladują je i trzymają się absurdalnych tradycji..
Dlaczego uczta nie może po prostu znaczyć radości? Może moglibyśmy robić coś niecodziennego? Iść razem do kina,na narty,pograć wspólnie w jakąś grę? Może to byłoby sensowniejsze? Być może wywołałoby większą frajdę? Może człowiek nie czułby się wtedy leniwą tłustą świnią a dobrze żyjącą,pełną energii i chęci do życia osobą?
Być może wystarczyłoby zjeść dwudaniową kolację zamiast 12.
Być może zaoszczędzony czas i pieniądze można by zainwestować w coś wartościowszego.
Być może to ostatnie takie moje święta w tym roku .
Nie prześpię się z tobą dla choinki,sukienki,sylwestra..Nie dam ci dupy z poczucia obowiązku,winy,litości.. Nie zrobimy tego też bo mnie kochasz, bo masz potrzeby, bo mam za krótką spódniczkę alb zbyt wydekoltowaną bluzkę. Nie oddam się dla pozorów, dla gry,a już na bank nie dla zabawy.
'Nie,nie chcę dawać ci tego co najlepsze mam'
I jeśli dobierasz się do mnie jak zwierzę- jesteś nim.
I możesz mną manipulować,zadawać głupkowate pytania, mógłbyś mnie nawet bić, ja i tak będę się bronić.
I jesteś zbyt głupi by pojąć dlaczego kiedyś byłam dziwką,a teraz jestem dziewicą.
I może wydaje ci się,że masz do mnie prawa,ale wiedz,że nawet po ślubie odgryzłabym ci jaja,za takie zachowanie.
I czas leci,leci...Każda kolejna noc mija i każdego poranka wstaje coraz bardziej wkurwiona.
Jakbym spała z jaskiniowcem. Maczugą w łeb,za włosy do jaskini i heya!
Nie ze mną te numeru kotku.
Mój słodki chłopcze, kobiety są silne i niezależne.
Radzą sobie. Radzą świetnie. Nawet z tobą.
Mdli mnie ode mnie.
Od tego wiecznego uśmiechu,optymizmu i radości..
Od tego 'kocham' i zdrabniania wszystkiego co się da.
d tego pieszczenia się..
Ale to jest takie piękne. To siła miłości. Opętała mnie.. I cały świat jet nagle w różowych barwach i zasłużył na moje uczucia i uśmiech..
'Loffffffciaaaajmy sieee wszyyyscyyy bo looffff to naaszz raaaaj ' czy jakos tak to szlo;)
Jedną z zalet wyjazdu do Anglii było to,że w końcu przestałam być prześladowana.
Spojrzałam dziś w jego oczy, spojrzałam na miejsce gdzie stał samochód i poczułam ulgę..
Tak straszną ulgę i lęk jednocześnie.
Jak długo potrwa spokój?
Zrezygnowałam z Dukana. Przez tyle czasu nie straciłam ani grama, a odstawiając dietę poważnie narażam się na przytycie..
Jest dobrze. Naprawdę. Mam co jeść,co pić..
Mam gdzie mieszkać i tak naprawdę żadnych większych problemów.
Jedynie miłosne błahostki.
Jedynie nadwaga.
Ale to wszystko nie spowoduje,że zwali się świat.
Ale na to się uodporniłam..
Poradzę sobie ze wszystkim..
Korzystajac z tego ze ON spal porozmawialam sobie z A.
A.jest świetny na doła.
Nie pomaga,nawet pogłębia problemy, ale pozwala mi spojrzeć humorystycznie na moje życie.
'Zobacz..wyszedl z toba rok temu na spacerek z psem,a teraz spi juz w twoim lozku. czy to nie dlugoterminowa manipulacja?'
Haha
"Wlasnie sie zastanawiam po ktorej stronie lozka dzis bede spal'
Wszystko stalo sie dla mnie jasniejsze..
Jednej nocy poukladalam sobie zycie.
W bardzo wyrachowany sposob.
Jesli tylko KTOS mi na to pozwoli.Jesli tylko zechce.
Jesli tylko ma to szanse przetrwania.
Wierzysz w milosc przyjacielu?
Ja wierze w szczescie. I wiem kiedy bylam szczesliwa.
Bardzo za to dziekuje.
Jesli tylko czas okaze sie laskawy a uczucia stale..
Wszystko sie pouklada.
A jesli nie?
Bede miala idealne zycie.
I to takie smutne,ze zeby z kims porozmawiac musze poswiecac swoj sen. I to jeszcze zgarnelam za to. Ze niby uciekam w rozmowe z innymi. Moze nie uciekam? Moze do chuja pana mam taka potrzebe.
Moze nie zmienie swojego zycia nagle dlatego,ze ktos paleta mi sie po domu.
Kazdy ma jakies potrzeby,priorytety, codzienne czynnosci,ktorych wykonywanie sprawia im przyjemnosc..
Moze za wczesnie na bunt?
Ale tak nie lubie takich ograniczen..Nienawidze gdy ktos uklada mi zycie.
A wiesz.
Z Kims nie mialam tego problemu. Ech.
Wrocilam.
Narazie wszystko jest takie inne,dziwne,ekscytujace..
Narazie czuje sie jak nie u siebie w domu.
Sprzatam,gotuje, ale czuje sie jak na jakims pokazie.
Jakby wszysciutko podlegalo ocenie..
Jakbym byla w jakims Big Brotherze i musiala robic dobra mine do zlej gry..
Podobno krzyczalam w nocy..
Podobno sie trzeslam..
Na pewno mialam swoje powody..
Moja podswiadomosc jest jakze madrzejsza ode mnie..
Poza tym.
Potezna ze mnie kobieta.
Waga aktualna to: 67kg.
Ja pierdole.
O moj boze.
Waga docelowa: 47
Zycz mi powodzenia przyjacielu!
Słowo daję,nie zniosę tego dłużej..Nie dam rady. Psychicznie mnie to przerasta..
Zbyt dużo matematyki,logiki,udawania.. Zbyt bardzo wszystko jest dopasowywane,jak puzzle.
nawet teraz,nawet przyznawanie się do winy jest tak wspaniale chłodne,bezuczuciowe i zaplanowane.
Co do jasnej cholery?
Jak usłyszę jeszcze raz to zdanie o logice to zabije.Jakby nagle zmienił taktykę,jakby zaczął sobie uświadamiać,nagle, po takim czasie,że się wymykam i że trzeba zmienić zasady gry.
To co? Chce mi powiedzieć,że teraz będzie nieprzewidywalnym szaleńcem?
Jak ktoś nie zdolny do odczuwania uczuć mógłby być w stanie je okazywać?
Wytłumacz mi to Panie.
I błagam.
Przecież nie ze względu na to weszłam w ten związek.
Nie potrzebuję żadnych nieprzewidywalności..
Chcę tego spokoju,nudy i bezpieczeństwa..
chcę,żeby wszystko było poukładane,żeby nic mnie nie zaskoczyło,żebym też zaczęła chłodno analizować związek i swoje życie..
Żeby nic nie przeszkadzało mi w rozwoju własnym..
Żebym nie zakochiwała się,nie rozstawała i nie cierpiała.
Niech to zwyczajnie trwa..
Bezuczuciowo,bezpłciowo..
O takim życiu zawsze marzyłam. Bez uniesień..bez wzruszeń..
'I nie do końca piękny jest ten świat gdy wciąż odwieczne prawa łamie..'
Przemyślałam jak wiele się zmieniło..
Leżałam i myślałam o NIEJ.
O tym ile łez wylałam na niejednym pożegnaniu.. O tym jak przytulałam Ją i bałam się wypuścić.. Jak potrzebowałam Jej, jej ciepła, bliskości,wsparcia..
Jak potrzebowałam,żeby żyła.
Jak trzymałyśmy się papierowymi rączkami i modliłyśmy do porcelanowej pani..
Jak każda łza była wspólna,każde omdlenie czyniło nas silniejszymi..
Jak.
I powiedz,co się teraz ze mną stało? Gdzie jest tamto delikatne i kochające nad życie dziecko?
Kim teraz jestem?
Kim jest ta oschła,zimna i przerażona kobieta,którą widzę w lustrze? Czyją to złość czuję przy każdym fizycznym kontakcie? Cóż to za nienawiść do każdego objawu troski?
I unikam..unikam...
I z każdą stratą staram się być obojętna..Zimna i bezwzględna.. Nie walczę już o żadną miłość..o żadną przyjaźń jeśli czuję się odrzucona.. Odchodzę z dumą. I zawężam to koło jednocześnie nie powiększając go.
Są osoby,przy których nigdy nie wstydziłabym się chodzić w piżamie. Osoby,które bez wahania zaprosiła do swojego łóżka. Przy których swobodnie mogłabym się opalać w biustonoszu i świntuszyć nieustannie.
Tylko dlatego,że nigdy nie przyszło by mi do głowy,że mogłyby odczuć względem mnie pożądanie.
Bo 'po rodzinie' albo 'w pewnym wieku' wydawało mi się że nie wypada.
Okazuję się,że się mylę. Że jestem naiwna.Wszystko jedno czy jestem jego kuzynką,siostrzenicą,siostrą, a nawet córą..nieważne,że jestem młodsza o 20,30, 40 lat..
Jeśli tylko mam nogi,które mogą się rozłożyć-jestem celem do przeruchania.
'Jak kuzynki nie ujebie to nie będzie w niebie'..
Zmęczyłam się tym męskim,kierującym się fiutem światem.
Chciałabym być facetem.
FAcetem,który gada o seksie, lata w gaciach po domu,chleje ile wlezie i nigdy nie musi się pilnować w obawie,że ktoś go wykorzysta,zgwałci,przeleci..Nigdy nie będzie czuł tego poniżenia,gdy ktoś nagle się na niego rzuci..
To dlago facetom tak łatwo lubić seks. Bo nie są nieustannie napastowani..
Bo nikt nie może ich do niczego zmusić..
Bo w ciągu jednego wieczoru nie muszą wyrywać się z niejednych objęć, niejednemu fiutowi pluć w twarz i nieustannie powtarzać 'NIE'.
Bo nikt na siłe nie wpycha mu języka do gardła,za nim się zorientuje jak się gryzie..
To takie upokarzające..
To ciągłe zaburzanie mojej przestrzeni osobistej..
Nie mam ochoty na słowne przepychanki.
Nie mam ochoty na jakiekolwiek przepychanki.
Nerki mi nie funkcjonują tak jak powinny.
Im więcej odpoczywam tym bardziej jestem zmęczona i słaba.
I tak mnie wkurza ten zachwyt.
Nienawidzę ciągłego zachwytu.
Przecież wszystko jest takie przeciętne,normalne, pospolite i błahe.
Czym więc się tak ekscytujesz? Na co mi pokazujesz to wszystko?
Dlaczego wprowadzasz mnie w stan irytacji?
Zemdlilo mnie. A oczy blyskawicznie zalaly sie lzami..
I splywaja niemadre po policzku myslac ze wyczyszcza mnie z calego bolu..
I skurczyl sie moj maly swiat pod wplywem zbyt wielu juz dzisiaj bolesnych slow..
Nawet jak dla mnie miarka sie przebrala..
Placze jak dziecko..
Jakby na cos ktos tego potrzebowal..
Uderz mnie i odejdz. Zostaw wijaca sie na podlodze.
Zeby bol psychiczny zastapil fizyczny.
Nie jest mi już dobrze w samotności..
I nie jest mi dobrze z popełnionymi błędami..
I znów serce walczy z rozsądkiem.. Czy działanie rozsądne może być błędem?
I dlaczego moje życie emocjonalne jest tak pozawijane?
Dlaczego nie jestem pewna co czuję i do kogo?
Dlaczego nie może być prosto? Dlaczego nie mogłabym mieć już jasno obranej ścieżki życiowej i nigdy się nie wahać?
I czuję się taka zmęczona..A myśli tak uciekają..
Chyba już nie lubię.
Chciałabym,żeby znów samo się wszystko ułożyło. Wybrać prostszą drogę. Jechać na autostarcie..Bez możliwości walki...
Bez konieczności.
Bezwarunkowo poddawać się losowi..
Przytul mnie proszę.
Chociaż na chwilę zamknij w ramionach, pozwól wyobrazić sobie,że nie muszę sama iść..
Pozwól wyobrazić sobie,że w ogóle nie muszę iść.
Że świat się zatrzyma, w tym, a najlepiej tamtym momencie..
Przytul mnie,a następnie z hukiem puść..żeby uderzając o ziemię otrząsnąć się z marazmu..Żeby przyprawiło mnie to o skok adrenaliny i zmobilizowało do działania..
A ON..
ON zna mnie jak własną kieszeń..i podejrzewa co się dzieje.. I ON resztką sił próbuje mnie zatrzymać..i tym swoim psychopatycznym sposobem sprowadza mnie do pionu..I poszerza złotą klatkę,żebym przestała się motać.. A jednocześnie ogradza mnie niewidocznym polem magnetycznym..
Wcale nie wychodzę z więzienia.
Po prostu zmieniam celę i oddział..
Po prostu kajdanki na rękach będą miały teraz silniejsze zaciski..
Ale będzie dobrze. Musi być dobrze.
Dobrze wiem,że klapki zsuwają mi się czasem na oczy i nie widzę,że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
I że ta samotność to tylko moja imaginacja..